Minęło pięć miesięcy od przeprowadzki do Bydgoszczy, a ja wciąż wiję nasze gniazdko, zmieniam ustawienia, kupuję, tworzę, dekoruję, dokładam, przestawiam... Być może jest to wynik mojego perfekcjonizmu, z którym wciąż walczę lub skutek nieustannej chęci drobnych zmian, np. dekoracji w zależności od nadchodzących świąt czy też ustawienia mebli.
Kupiliśmy nowy fotel i kwiaty, przerobiłam mój stolik, zmieniłam poduszki, zawiesiłam cotton ballsy i wspaniały prezent ślubny z ważnymi dla nas datami, ale wciąż chciałam dodać coś do mojego ulubionego kącika. Od lat zachwycam się łapaczami snów, które pięknie dekorują wnętrza, ale nigdy dotąd nie wykonałam takiego. Moja wspaniała teściowa nieustannie obdarowuje mnie pięknymi serwetkami, które samodzielnie robi na szydełku. Mam już ich tak wiele, że postanowiłam wykorzystać je do stworzenia idealnego łapacza snów.
Ostatnio pytałam na Instagramie i Fanpage o Wasze ulubione kolory. Moje możecie zobaczyć poniżej. Uwielbiam zieleń, róż, biel i błękit, dlatego takie barwy wybrałam dla moich pierwszych dreamcatcherów. Łapacze snów można tworzyć na plastikowych kołach, drewnianych tamborkach lub drutach owiniętych wstążkami (wymaga to większej pracy, ale jest to chyba tańsza opcja).
Po owinięciu drutów i przyszyciu serwetki przyszła pora na najwspanialszą część, czyli ozdabianie całości wstążkami. Jestem zakochana we wszelkich koronkach, taśmach, koralikach, materiałowych kwiatkach, pomponach, a nawet i piórkach, dlatego dobieranie i zawiązywanie wszystkiego sprawiło mi ogromną radość.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego stworzyłam aż trzy łapacze snów. Być może sprzedam je lub podaruję bliskim. Teraz mój kącik jest jeszcze piękniejszy!!! Jak myślicie, który łapacz ostatecznie zawisł na mojej ścianie?



















































